Posts Tagged ‘cybersquatting’
Wskaźnik cybersquattingu mierzony liczbą pozwów zgłoszonych do arbitrażu w ramach UDRP spadł do rekordowego poziomu, donosi DomainNameWire. Badania jakie serwis prowadzi od 2000 roku, czyli od czasu, kiedy UDRP zaczęło być powszechnie stosowane pokazują wyraźny spadek tej formy dochodzenia swoich praw.
Liczba złożonych wniosków UDRP została porównana do całkowitej liczby istniejących w danym momencie domen .com. Ponieważ .com jest najpopularniejszym rozszerzeniem a jednocześnie najwięcej wniosków dotyczy właśnie tego typu domen – wyniki można uznać za adekwatne.
Dane pokazują, że liczba wniosków w porównaniu do liczby rejestracji domen .com spadła z jednej na 7 tys. w 2000 roku do 1 na 20 tys. w 2008 roku. Niepełne dane tegoroczne pokazują kontynuację takiej tendencji.
By obliczyć całkowitą liczbę złożonych wniosków UDRP, DomainNameWire zbiera aktualne dane dostępne w WIPO, dodając dane z NAF i eResolution z UDRPsearch. Dane z nowo powstałego czeskiego sądu arbitrażowego nie były brane pod uwagę.
Kalifornijski sąd federalny utrzymał w mocy wyrok nakazujący zapłatę 33,15 mln dolarów kary za cybersquatting uderzający w nazwę i marki Verizon, amerykańskiej firmy telekomunikacyjnej.
W grudniu 2008 roku zapadł wyrok zaoczny w tej sprawie, korzystny dla Verizon, która pozwała firmę rejestrującą OnlineNIC, odpowiedzialną za nielegalny proceder. Przedstawiciele amerykańskiej spółki przekonywali, że rozmawiali z prezesem chińskiego rejestratora, Rex Liu, kilka dni przed rozstrzygnięciem sprawy. Miał on zaproponować wycofanie jej z sądu, ale ostrzegał również, że nie zapłaci ani grosza.
Żaden przedstawiciel OnlineNIC nie pojawił się w sądzie aż do lutego 2009 roku, kiedy to firma złożyła wniosek o unieważnienie wyroku. Rex Liu przekonywał, że wielomiesięczne opóźnienie było spowodowane jego słabą znajomością amerykańskiego systemu prawnego i… kiepską pamięcią.
Sąd postanowił wysłuchać jego argumentów. Nie znalazł jednak podstaw do zmiany wyroku.
Verizon oskarżył OnlineNIC o stosowanie zautomatyzowanego procesu rejestrowania stron takich jak verizononline.com, accountverizonwireless.com, czy iphoneverizonplans.com. Zawierały one linki i inne formy reklamy, które przynosiły zyski chińskiej firmie.
Liu argumentował, że 33 mln dolarów jest nieproporcjonalnie dużą sumą w porównaniu do niespełna 1,5 mln dolarów, jakie przyniosły 663 sporne domeny. Sąd orzekł jednak, że trudno uznać, że to jedyne straty jakie poniósł Verizon. Dodatkowo, firmę, która tak mataczyła podczas procesu trudno uznać za wiarygodną.
Verizon już nazwał sprawę „największym wyrokiem w sprawie cybersquattingu w historii”. Czy jednak firma zobaczy kiedykolwiek choćby centa z zarządzonego odszkodowania?
Źródło: TheRegister
Serwis Domain Name Wire zwraca dziś uwagę na to, że w angielskiej wersji popularnej internetowej encyklopedii wpisanie w wyszukiwarkę słowa „Domaining” przekierowuje użytkownika do wpisu hasła „Cybersquatting”. Mimo, że liczni użytkownicy starali się to zmienić – połączenie wciąż występuje.

W angielskiej wersji Wikipedii hasło Cybersquatting jest opisywane następująco:
Cybersquatting (also known as domain squatting), according to the United States federal law known as the Anticybersquatting Consumer Protection Act, is registering, trafficking in, or using a domain name with bad faith intent to profit from the goodwill of a trademark belonging to someone else. The cybersquatter then offers to sell the domain to the person or company who owns a trademark contained within the name at an inflated price.
Jak zauważa Andrew Allemann z DNW: „this is an accurate description of cybersquatting, but not domaining”.
Wcześniej podobny problem dotyczył słowa „domainer”, które wpisane w wyszukiwarkę również odnosiło do hasła „Cybersquatting”. Jak można się jednak przekonać wpis został wczoraj zaktualizowany i „domainer” ma już swoją własną stronę.
A jak jest w polskiej Wikipedii? Hasło „domeniarz” nie zostało jeszcze opracowane, ale… mamy wpis „Domaining”. Pojawia się w nim zdanie: Domainer to osoba zajmująca się domainingiem.
Za to po wpisaniu hasła “domaining” w Google nasza strona pojawia się na 3. pozycji: domaining.govv.pl
Komitet zrzeszający przedstawicieli korporacji oraz prawników przedstawił ICANN pomysł na stworzenie centralnej bazy danych, która zawierałaby informacje na temat posiadaczy znaków handlowych. Jej powstanie miałoby umożliwić zmniejszenie ilości wątpliwych rejestracji domen.
Mechanizm nie uniemożliwiałby rejestracji nowych domen przez kogoś spoza firmy, która dysponuje prawami do danego znaku handlowego. Byłby jednak rozwiązaniem, które utrudniłby ten proces. Zwolennicy pomysłu przekonują, że jest on kluczowy zwłaszcza dla tych podmiotów, które nie dysponują tysiącami dolarów niezbędnych do zablokowania możliwości rejestracji domen w różnych rozszerzeniach.
Propozycja skierowana do ICANN wpisuje się oczywiście w plany wprowadzenia nowych gTLD. Czy jest jednak wartościowym pomysłem w walce z cybersquattingiem? Na stanowisko Korporacji przyjdzie nam zapewne poczekać.
Źródło: newsmax.com
Cybersquatting – praktyka rejestrowania domen internetowych znanych marek i odsprzedawania ich po zawyżonej cenie osobom (np. znanym artystom) lub firmom, które miałyby do nich prawo na mocy prawa o znaku handlowym; cybersquatter to “dziki lokator internetowy”.
Cybersquatterzy stosując często metodę wykupywania rozmaitych wariantów domen, np. obok domeny zakończonej na .com wykupują domeny zakończone na .net lub .org, korzystając z faktu, że wiele firm wolałoby zabezpieczyć dla siebie szereg domen najwyższego poziomu, a nie tylko domeny typu .com.
Spory dotyczące domen są zwykle rozstrzygane w ramach procesu Uniform Domain Name Resolution Policy (UDRP) opracowanego przez Internet Corporation for Assigned Names and Numbers (ICANN). Krytycy podkreślają, że UDRP faworyzuje duże korporacje i podejmowane decyzje wykraczają nierzadko poza reguły tej polityki.
Niekiedy w rozstrzyganie sporów angażowane są sądy, aczkolwiek pojawia się problem miejscowej właściwości sądu, która może zależeć od siedziby powoda, pozwanego lub umiejscowienia serwera. Na ogół wybierane jest pośrednictwo ICANN, gdyż jest to procedura tańsza i szybsza, choć ewentualna decyzja sądu ma wyższą moc prawną niż decyzja ICANN.
W niektórych krajach wykształciło się specyficzne ustawodawstwo dotyczące cybersquattingu, uzupełniające prawo o znaku handlowym. Na przykład w USA funkcjonuje U.S. Anticybersquatting Consumer Protection Act (ACPA) z 29 listopada 1999 r.
Po decyzji ICANN pomyślnej dla posiadacza znaku handlowego zmiana właściciela domeny może być przeprowadzona albo w drodze jej przekazania, albo przez usunięcie domeny z rejestru i ponowne zarejestrowanie jej przez nowego właściciela. Pod reżimem ACPA cybersquatter może być też ukarany grzywną w wysokości do 100 tys. USD.
Znanym polskim przykładem cybersquattingu była sprawa łódzkiej firmy Microsoft, zajmującej się m.in. handlem ziołami, która zarejestrowała niezajętą domenę microsoft.pl – nazwa firmy, różniąca się jedynie formą prawną, była pretekstem do zgodnej z obowiązującym prawem rejestracji domeny. Domena została potem wystawiona na sprzedaż i ostatecznie przejęta w wyniku sporu sądowego przez firmę Microsoft.
Notuje się też, niekiedy udane, próby firm lub osób odzyskania domen od ich dotychczasowych posiadaczy przez składanie fałszywych oświadczeń o rzekomym naruszenia znaku handlowego. Praktyka ta jest znana pod nazwą reverse-cybersquatting.
Termin cybersquatting jest też niekiedy (nietrafnie) odnoszony do osób rejestrujących nazwy domen “hurtowo”, choć praktyka ta nie ma charakteru działania skierowanego przeciwko konkretnym posiadaczom znaków handlowych. Również nietrafne jest określanie mianem cybersquattera osoby chcącej sprzedać posiadaną domenę.
Istnieją również głosy, które przyznają cybersquatterom pewne prawa ze względu na wkład intelektualny związany z prognozą, iż adres domeny może być nowatorskim kanałem marketingu, który zwiększa zyskowność danej marki. Wedle tych tez, firma będąca posiadaczem praw do marki powinna zapłacić jakiekolwiek wynagrodzenie osobie, która jako pierwsza wpadła na pomysł wykorzystania nowego narzędzia (w tym przypadku nazwy adresu internetowego) do promowania marki. Założeniem tych tez jest fakt, iż cybersquatter zrealizował pewien wkład intelektualny (nowa strategia marketingu) w trakcie wykupienia odpowiedniego adresu (domeny). Oczywiście samo wykupienie adresu domeny i posiadanie praw do wkładu intelektualnego związanego z formą promocji jaką jest adres domeny, nie upoważnia nikogo do oszukiwania osób wizytujących dany adres internetowy. Innymi słowy, wedle spojrzenia liberalnego, cybersquatter może kupić dowolną domenę, ale nie może podawać się za przedstawiciela lub oddział jakiejś firmy. W przypadku takiego postępowania nie można już mówić o cybersquattingu, a raczej o zwykłym oszustwie.